Od zawsze lubiłam języki obce. Interesowały mnie obce kultury, dalekie kraje, inne brzmienia. Nie uważam siebie za poliglotkę. Na satysfakcjonującym poziomie opanowałam język hiszpański, którego teraz uczę, co nie oznacza bynajmniej, że sama już nad nim nie pracuję. Ten proces nigdy się nie zakończy. Poza tym ciągle uczę się angielskiego i portugalskiego. Tutaj chciałabym podzielić się kilkoma moimi refleksjami dotyczącymi nauki języków – może okażą się dla Was pomocne? 

Dobrze uczyć się na błędach, więc od razu „pochwalę się” dużym błędem, który popełniłam, ucząc się hiszpańskiego. Ten język towarzyszy mi najdłużej i co ważne, sama zdecydowałam, że chcę się go nauczyć, nikt niczego mi nie narzucał. Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z językiem hiszpańskim, nie było wielu materiałów do nauki. Ja uczyłam się z wydawanego co miesiąc czasopisma ,,Easy Espanol”. Skrupulatnie rozwiązywałam wszystkie zadania, odsłuchiwałam nagrania z kaset magnetofonowych i wszystko szło świetnie, ale brakowało jednego elementu – mówienia. Na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, że we wczesnych latach dwutysięcznych nie było takich możliwości nawiązywania międzynarodowych kontaktów, jakie mamy teraz, chociażby za pośrednictwem internetu. Warto skorzystać z tej opcji jak najszybciej, żeby przełamać strach przed mówieniem. Pierwsze pobyty w Hiszpanii, już w czasie studiów, były dla mnie sporym szokiem, a z wysiłku wkładanego w mówienie dosłownie bolała mnie szczęka. Poza tym wydawało mi się, że brzmię nienaturalnie i oczywiście, że nie mam akcentu. Droga do swobodnego porozumiewania się jest długa, dlatego warto zacząć jak najszybciej. Wcale nie musimy od razu wyjeżdżać za granicę czy czekać, aż nasz poziom opanowania języka będzie wystarczający, by się odezwać. Dużo w tej kwestii zależy też od nastawienia i naszych cech osobowościowych. Pamiętam moją koleżankę ze studiów, która od samego początku nauki postawiła na mówienie. Mimo że jej gramatyka jeszcze ,,kulała”, nie zniechęcała się. I tak zamiast kierować się GPS-em, zagadywała dziesiątki przechodniów i wdawała się z nimi w krótkie pogawędki. W efekcie, nie tylko docierała do celu, ale i ćwiczyła hiszpański, wzbogacając go o nowe, kolokwialne zwroty, których nie znajdziemy w podręcznikach, a czasem nawet nawiązywała nowe znajomości. Konkluzja jest prosta – lepiej mówić z błędami niż wcale. I lepiej zrobić to wcześniej, niż później, Zaoszczędzimy sobie dużo stresu. Można zacząć od… mówienia do samego siebie. W ten sposób oswajamy się, z tym, jak w ogóle brzmi nasz głos w innym języku. 

Oczywiście o wiele łatwiej nam się zmotywować, kiedy uczymy się języka, który nam się podoba. Wtedy nawet w sytuacji zniechęcenia, które na pewno nastąpi, łatwiej nam podnieść się z dołka. Jednak czasami, najczęściej w szkole, musimy uczyć się czegoś, co nie wzbudza naszego entuzjazmu. Co wtedy?

W liceum przez trzy lata miałam lekcje francuskiego. Celowo nie piszę, że uczyłam się francuskiego, bo właśnie tego nie robiłam. Niestety nie mogłam wybrać hiszpańskiego, a francuski mnie nie przekonywał. Byłam zniechęcona już na starcie. W dodatku nie polubiłam nauczycielki. Co zrobiłam? Jak dziecko obraziłam się na szkołę, na panią od francuskiego i na sam francuski. Teraz, dziwię się swojej niedojrzałości. W ciągu trzech lat mogłam na dobrym poziomie opanować jeden z najważniejszych światowych języków, bardzo cenionych na rynku pracy, ale nie zrobiłam tego, bo brakowało mi motywacji i byłam nastawiona na ,,nie”, a to jedyna przeszkoda nie do pokonania w nauce języków. Co zrobiłabym teraz? Myślę, że starałabym się znaleźć w tym języku coś interesującego. Język to nie tylko gramatyka i słówka do wkuwania, ale całe bogactwo kulturowe danego obszaru językowego: historia, sztuka, muzyka, literatura tworzona w tym języku – każdy może znaleźć coś, co go zaciekawi i zmotywuje do zgłębienia tematu. Bardzo przemawia do mnie historia jednego z bohaterów powieści „Rdza” Jakuba Małeckiego. Starszy mężczyzna dostaje w prezencie książkę pt. „Pachnidło”. Jest oczarowany lekturą i czyta książkę wiele razy. W końcu postanawia, że przeczyta ją w oryginale, czyli po niemiecku. Mimo podeszłego już wieku zaczyna uczyć się tego języka, żeby w końcu, po kilku latach zmagań, wybrać się w podróż do Berlina, gdzie kupuje ulubioną książkę. Inną motywacją może być dla nas wymarzona podróż – na pewno znajomość języka pomoże nam w pełnym przeżywaniu przygody, jaką jest podróżowanie. 

Nawet jeśli nie mamy takich dalekosiężnych planów, wystarczająco motywującym może okazać się fakt, że ucząc się języków obcych rozwijamy nasz umysł, który zachowuje sprawność na dłużej i poszerzamy swoje horyzonty. Nie bez przyczyny znane przysłowie mówi, że iloma językami mówisz, tyle razy żyjesz. Myślę, że już nawet jeden język obcy sprawia, że nasze jedno życie staje się bogatsze. 

Autorka tekstu: Kamila Wiśniewska