Wydarzeniu, jakim jest pojawienie się nowego członka rodziny, towarzyszy wiele emocji – od rozczulenia po wzruszenie. Zazwyczaj zaczyna się od porównywania, do którego z rodziców noworodek jest bardziej podobny. Bartek zapamiętał ten dzień z zupełnie innego powodu.
Nie chodziło o pomarszczoną twarz nowonarodzonego chłopczyka. Chodziło o bijące światło z telefonu, które było ostatnią rzeczą, jaką rejestrował swoim wzrokiem. Światło to nie układało się już w żaden znajomy kształt ani barwę. Był to ostatni płomyk – resztka gasnącego widzenia, która również wkrótce miała odejść na zawsze.
W tamtej chwili Bartek był studentem na kierunku historia o specjalizacji archiwista, w międzyczasie pracując jako młodszy specjalista do spraw dokumentów. Miał plan, aby kontynuować studia w innej dziedzinie, co miało mu pomóc w realizacji jego marzenia, czyli zamieszkaniu w stolicy we własnym M2. Patrząc wstecz, problemy ze wzrokiem wydawały się być błahe. Od czasów swojego gimnazjum nosił okulary ze względu na swoją wadę w prawym oku, chociaż sam nie pamiętał, jaka wada to była. Gdy się go o to dopytuje, odpowiada: „połówka, ale nie potrafię ci powiedzieć, czy to był plus czy minus”. 21-latek, przed którym życie stało otworem i który nie spodziewał się, że za rok będzie już osobą ociemniałą.
Pewnego dnia na widowni jednego z programów reality show Bartek zostaje zaatakowany przez głośne dźwięki i ostre światła reflektorów. Następnego dnia budzi go potężny ból głowy, a pierwszy atak epilepsji uruchamia kaskadę wydarzeń.
Trafia do szpitala, gdzie zaczyna się pobieranie krwi i liczne badania, a wszystko w celu ustalenia diagnozy.
Po kilku dniach zaczyna się terapia leczenia sterydami. To sprawia, że ból głowy staje się znośny, a stan zdrowia wydaje się stabilizować.
Dopóki nie budzi się z podwójnym widzeniem. Na powrót wraca do szpitala, gdzie znowu poddawany jest licznym badaniom i procedurom medycznym.
W tamtym czasie usłyszał od prowadzącej go okulistki: „On jest niewidomy na prawe oko”. Terapia sterydami nie uszkodziła mięśnia sercowego, ale przyczyniła się do znacznego wzrostu masy ciała.
Gdy pytam się Bartka o konkretną datę utraty wzroku, odpowiada mi gorzkim wspomnieniem: „Wróciłem na wieś do domu moich rodziców jako niewidomy i na dokładkę z głęboką depresją, chłopak”. „Całymi dniami leżałem w łóżku, nie mając siły i ochoty, aby wstać” – wspomina, jak przesypiał całe dnie, a na wszelkie próby zachęty, by wstać, ze strony najbliższych odpowiadał złością i rozdrażnieniem. A co mogło sporadycznie wyciągnąć go z łóżka, były dwa szczeniaki. Wtedy nawet odebranie telefonu wydawało się czymś niemożliwym. Nie wiedział wtedy o oprogramowaniu dla osób niewidomych, co znacznie ułatwiłoby obsługę telefonu.
Wkrótce jednak została przed nim uchylona furtka. „Dostałem wtedy stary telefon od mamy, taki rozsuwany, który pozwalał mi na samodzielne odebranie telefonu” – mówi, a w jego głosie słychać uśmiech. Była to pierwsza iskierka nadziei na powrót do samodzielności. Potem żona kuzyna namówiła Bartka na stworzenie rodzinnego drzewa genealogicznego. „Był to pierwszy projekt, niezwiązany z moimi studiami, który mnie zaciekawił. Rodzina zauważyła wtedy, że mi na tym zależy i pomogła mi kontaktować się z krewnymi” – opowiada. Zaczął od podpytywania swoich dziadków i tak, po nitce do kłębka, uzupełnił je, sięgając aż do osiemnastego wieku.
W międzyczasie znajomy informatyk pomógł mu ustawić funkcję TalkBack na telefonie – jego małe okienko na świat, które po długim czasie frustracji i nauki pozwoliło mu na pierwsze zwycięstwo, czyli samodzielne odtworzenie piosenki z wykorzystaniem komendy głosowej.
Idąc za ciosem, wykorzystał czas, aby nauczyć się na nowo potężnego narzędzia, jakim jest Facebook. Nie obyło się bez wysyłania kilku wiadomości do niewłaściwych adresatów czy stworzenia niezamierzonych relacji, jednak dzięki swoim eksperymentom odkrył grupę „Niewidomi i niedowidzący – bądźmy razem”. Tam nawiązał kontakt z bohaterami swojego pierwszego e-booka pt. „Jak odnaleźć drogę do niezależności? Autocoaching osób z niepełnosprawnościami”.
W międzyczasie rozpoczął studia na kierunku psychologia na Warszawskim Uniwersytecie Wizja. W tym roku jest już absolwentem kierunku oraz wydał drugiego e-booka pt. „Jak złapać wiatr w żagle o spełnieniu osób z niepełnosprawnościami”. Ten, jak i pierwszy e- book, został wydany pod patronatem Fundacji Strefa Innowacji, gdzie Bartek pracuje jako coach.
Dopytuję go również o dalsze plany i tu nie przestaje mnie zaskakiwać, bo odpowiada: kończyć studia podyplomowe – kierunek na Uniwersytecie WSB Merito, Akademia Profesjonalnego Coacha w Warszawie, wydanie drugiej edycji swojego pierwszego e-booka. Pod koniec pytam się Bartka, co by powiedział tej młodszej wersji siebie, która właśnie dowiedziała się, że straciła wzrok. Następuje chwila pauzy, a potem pada pewna odpowiedź: „Jestem nie do zajebania. Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”.
Nie mogę powstrzymać uśmiechu, słysząc te słowa. Mimo że w tamtej chwili dzieliły nas setki kilometrów, czułam, jak właśnie wtedy Bartek zaszczepił we mnie olbrzymią siłę i obietnicę: „Koniec widzenia to nie koniec satysfakcjonującego życia, a wyzwanie, któremu podołasz, jeśli zechcesz”.
Autor artykułu:
Milena Flejszar